poniedziałek, 21 września 2020

Czy Dobromir Sośnierz ma wewnętrznego obserwatora?

 Jeszcze nie opadł kurz po ustawie związanej z zakazem hodowli zwierząt na futra, a poseł Konfederacji Dobromir Sośnierz wypowiedział te oto słowa:

Ta kwestia może rzeczywiście stanowić pewien problem w osądzie, gdyż nie mamy możliwości dowiedzieć się ze 100% pewnością czy zwierzę ból odczuwa, czy też nie. Niestety taki sam problem mamy również z innymi ludźmi. Pan Sośnierz powtarza słowa XVII wiecznego filozofa Kartezjusza. Gdyby się lepiej wczytał, to może by zauważył, że u Kartezjusza rozpatrywany jest również podstawowy problem związany z tym, czy w ogóle istnieje jakikolwiek inny podmiot niż ja, czy może wszystko jest tylko moim wyobrażeniem. Słynne "myślę, więc jestem" jest tutaj pewną wskazówką, która pokazuje, że nawet jeśli wątpię we wszystko, to myślę, a skoro myślę, to jakieś 'ja myślące' musi istnieć. Nie możemy tej pewności mieć co do obiektów zewnętrznych, gdyż mogą być one tylko np. naszymi projekcjami. 

Światopogląd prezentowany przez pana Sośnierza jest bardzo niebezpieczny, otwiera bowiem furtkę dogmatykom, którzy twierdzą sobie coś na co mają ochotę i narzucają to innym. Tutaj pan poseł zastosował ograniczenie możliwości cierpienia do gatunku ludzkiego. Na jakiej podstawie?
Zwierzę czuje, ucieka od cierpienia fizycznego, wydaje odgłosy gdy dzieje mu się krzywda. Ma podobny system nerwowy do człowieka. Potrafi nawet płakać. Nie jesteśmy w stanie w 100% stwierdzić, czy zwierzę ma świadomość, ale jesteśmy w stanie stwierdzić, że zachowuje się tak, jakby tę świadomość miało. Zachowuje się tak, jakby chciało uciec przed cierpieniem. Nie mamy prawa myśleć inaczej. Jeśli przymkniemy oczy na te analogie, to co powstrzyma nas przed kolejnymi tego typu wymysłami? Pan Sośnierz akurat postawił linię między gatunkami, ale byli tacy co stawiali tę linię między rasami ludzi, a nawet są i tacy co stawiali ją między płciami tej samej rasy i tego samego gatunku (czy kobieta ma duszę?). Jak pan Sośnierz chce rozstrzygać takie spory i na jakiej podstawie można twierdzić, że "a do człowieka to się oczywiście nie tyczy, nikt nie mówi o tym, żeby źle traktować kobiety czy czarnoskórych gdyż oni nie odczuwają cierpienia". Nie mamy kryterium, więc musimy mądrze obserwować świat i stosować analogie. 

Pan poseł powinien uważać, gdyż ktoś idąc za jego sposobem kreowania poglądów, może stwierdzić, że jak ktoś w chłodną pogodę rozbiera się do majtek, chodzi po ulicy i rozpowiada głupoty do megafonu (patrz ostatni happening pana Sośnierza), to z pewnością pozbawiony jest wewnętrznego obserwatora i można mu zrobić to i owo dla rozrywki.  

Czym Pan w swoim poglądzie, który nie bazuje na nauce, obserwacji, doświadczeniu, różni się od socjalisty, który również dogmatycznie zakłada, że prawo własności to głupota? Tylko poglądem... Myślałem, że raczej walczy Pan o rzeczywistość, w której bazujemy na wartościach i próbujemy dociec jaka jest prawda, tymczasem okazuje się, że w pewnych kwestiach postępuje Pan tak samo jak politycy z drugiej strony.

sobota, 19 września 2020

Czyżby jutro już nie futro?

 Długa przerwa w pisaniu, pora skomentować coś z bieżącego świata ustaw i polityki. Przedstawię Państwu podejście do kwestii zakazu prowadzenia działalności gospodarczej związanej z zabijaniem zwierząt na futra z punktu widzenia mnie, czyli kogoś, kto chce maksymalizować wolność w społeczeństwie.

Prawo, nawet to związane z podstawowymi wartościami takimi jak własność czy życie, aby mogło być ustanowione i z powodzeniem (przy aplauzie niemal całego społeczeństwa) egzekwowane musi być tworzone wśród ludzi, którzy osiągnęli już pewien poziom świadomości i zrozumienia. Prawo tworzymy po to, by mieć aparat legalnej opresji nad tymi, którzy odrzucają zasady społeczne, kradną, zabijają itp., żeby dać też im informację, że określone zachowanie spotka się z potępieniem i będzie za nie nieprzyjemna kara. To jest oczywiście ideał, dzisiaj prawo jest przerośnięte i wiele z jego zapisów jest nieakceptowanych przez ludzi, gdyż godzi w ich wolność, w związku z czym ludzie wymyślają coraz to więcej aby szkodliwe prawo obejść, a władza powiększa aparat kontroli i przymusu do rozmiarów absurdalnych. Prawo czasem jednak idzie w parze ze świadomością społeczną i ewoluuje w dobrym kierunku (przykładem mogą być prawa kobiet).

Gdyby ktoś w epoce kamienia łupanego, albo wśród nacji, które nie uznają własności prywatnej, chciał wprowadzić prawo karania za kradzież, to zapewne na za wiele by mu się to nie zdało, gdyż społeczeństwo dałoby temu silny opór. Jakiś czas temu widziałem w arabskiej telewizji rozmowę na temat praw kobiet i jeden pan jak usłyszał o tym, żeby kobiety nie wolno było bić, albo żeby miała sama o sobie decydować tak się obruszył, że pobił swojego rozmówcę... Coś co dla nas jest całkowicie normalne i standardowe, dla nich jest jeszcze nieakceptowalną nowością (co oczywiście nie oznacza, że nie należy im pokazywać jak powinno w tej kwestii być). Podobna sytuacja była kiedyś z czarnymi w świecie zachodu i problemem niewolnictwa. No można by mnożyć przykłady. 

Co dzieje się gdy prawo jest nieakceptowane przez ludzi? No są trudności. Dość wspomnieć np. prohibicję. Nie będę nad tym się dłużej rozwodził, każdy mniej-więcej wie o co chodzi.

Tak więc ja jako wolnościowiec rozumiem, że pozycja siły nie powinna wpływać na to jak traktujemy innych, oraz jak traktujemy inne gatunki zwierząt.

Żeby była jasność: uznaję to, że my ludzie rządzimy światem, że w razie potrzeby żeby ochronić życie ludzkie, należy poświęcić życie zwierzęcia. Załóżmy, że samolot rozbija się wysoko w górach i żeby przeżyć, trzeba zjeść upolowane zwierzę. Uważam, że lepiej zjeść to zwierzę niż drugiego człowieka. Jednak w sytuacji, w której nie jest to potrzebne (a dzisiaj nie jest!) nie należy generować dodatkowego cierpienia dla zwierząt.

Czy dzisiaj musimy chodzić w futrach? Nie. 

Czy potrafimy przetrwać bez nich? Tak. 

Czy społeczeństwo jest gotowe na to, by wprowadzić zakaz zabijania zwierząt dla futer? Tak. 

Więc wprowadźmy to dobre prawo, które popchnie nas leciutko dalej ku mniejszemu cierpieniu innych istot.

Oczywiście podobnie sytuacja ma się ze skórami, mięsem i innymi produktami odzwierzęcymi. O ile nie są nam potrzebne i potrafimy bez nich przetrwać, to społeczeństwo niestety nie ma jeszcze świadomości na tyle wysokiej, by wprowadzić to do powszechności i karać jakiś mały odsetek tych, którzy jeszcze do tego nie dorośli. Na razie pozostaje to w sferze indywidualnych wyborów zmiany stylu życia na taki, który nie generuje cierpienia zwierząt, ale z czasem, gdy więcej osób zrozumie o co chodzi w tej idei i poczuje, że jest ona słuszna, wtedy i furtka do wprowadzenia takiego prawa będzie otwarta. W tej kwestii teraz po prostu trzeba działać, uświadamiać i jeszcze raz uświadamiać, że o ile możemy układać ziemię po swojemu, to nie powinniśmy szerzyć cierpienia i walki tam gdzie absolutnie nie ma takiej konieczności.

Słówko do tych, którzy uważają, że gatunek ludzki jest najlepszy i ma prawo robić z innymi gatunkami co chce: zainteresujcie się proszę chociaż powierzchownie astronomią, niech da Wam to ogląd ogromu Wszechświata, zastanówcie się nad tym jak może być różnorodny. Może poczujecie respekt? Może poczujecie, że mogą być np. inne, znacznie bardziej od nas zaawansowane cywilizacje? Może dokonacie przeniesienia swoich poglądów również na te inne cywilizacje? Może zauważycie, że jak te cywilizacje będą myśleć w ten sposób, to nic nie stoi im na przeszkodzie, żeby wpadły na ziemię, zrobiły sobie kipisz z Wami, a potem u siebie na Melmak pokaz mody najnowszy sezon, torebka z oczu ludzi i nowe butki ze skóry ich uszu (bo ta ma jakieś tam super do butków właściwości, wystarczy tylko 160 par uszu, żeby uszyć 2 buty!!). Poddaję pod rozwagę. Wszechświat może być bardziej różnorodny niż się wydaje, a człowiek może nie być na szczycie hierarchii... 

Niezależnie jednak od tego czy jesteśmy sami czy nie (we Wszechświecie), trzeba zachowywać się właściwie i elegancko. Nie krzywdzić, nie prowadzić niesłusznych wojen, dbać o swój dom (o Ziemię).



poniedziałek, 5 listopada 2018

Wybory samorządowe, frekwencja i emocjonalny wpis dziennikarza z Legnicy

II tura wyborów samorządowych za nami, głosy podliczone, wybrani włodarze ze spokojem mogą myśleć o najbliższych pięciu latach rządów.
Chciałbym dzisiaj zwrócić Państwa uwagę na frekwencję wyborczą i jej wysokość. Ciekawa sytuacja miała miejsce w Legnicy, gdzie po drugiej turze zwyciężył urzędujący poprzednie 4 kadencje Tadeusz Krzakowski (życzę, aby kolejne 5 lat rządów były rozwojowe i pozwoliły mieszkańcom Legnicy na dostatnie życie w czystym i bezpiecznym otoczeniu). Nie jest ciekawe to, że zwyciężył Pan Krzakowski, tego każdy się chyba spodziewał, ciekawy jest komentarz prasowy do tego wydarzenia. Zapraszam do krótkiej lektury:

http://www.damitv.pl/wiadomosci/13145,legniczanie-ponownie-pokazali-ze-maja-gdzies-kto-n

Szanowny Panie Redaktorze, ależ bardzo proszę o uspokojenie emocji, to nic strasznego się bowiem nie stało... Dlaczego wciąż forujemy i wierzymy w mit wysokiej frekwencji? Dlaczego decydować mają wszyscy, a nie ci, którzy się znają?

Gra o fotel Prezydenta Legnicy to była gra o rozdysponowanie ponad półmiliardowego budżetu. Czy to jest oczywiste dla każdego?

Panie Redaktorze, mam dla Pana propozycję na bardzo ciekawy artykuł, poparty naukowymi badaniami społecznymi (choć może Pan przy swoim idealistycznym nastawieniu do demokracji i wiary w mądrość tłumu przypłacić to zawałem serca). Otóż bardzo proszę zanotować kilka podstawowych pytań odnoszących się do samorządów i kompetencji prezydenta i przejść się Legnicą zadając je mijanym przechodniom. Proponuję następująco:

1. Ile wynosi budżet Legnicy?
2. Skąd biorą się pieniądze w budżecie Legnicy (kto i za co płaci, żeby one się tam znalazły)?
3. Jakie są podstawowe kompetencje Prezydenta przy dysponowaniu budżetem?
4. Ile wynosi obecne zadłużenie Legnicy?
5. Co się stanie, jak dług będzie nadal rósł?

Czy uważa Pan, że powinien decydować w wyborach ktoś, kto nie potrafiłby odpowiedzieć na te proste pytania bezbłędnie? Czy takiej demokracji Pan chce i z frekwencji wysokiej dumny byłby Pan?
Pytania są podstawowe i banalne, a jednocześnie nieznajomość odpowiedzi na nie kompletnie deklasuje daną osobę jako wyborcę. Bo jak może wybierać ktoś, kto nie wie o czym jest mowa? Żeby móc podjąć decyzję, trzeba wiedzieć o czym jest mowa. Pytania są podstawowe.
Pierwsze ustala czy dana osoba wie, o jaką stawkę jest gra i za ile kasy będzie później można coś zrobić.
Drugie pokazuje, że dana osoba ma świadomość skąd się pieniądze wzięły, a co za tym idzie można wnioskować, że dokona wyboru na tego kandydata, który przedstawi program szanujący podatnika i pokaże możliwości rozwoju miasta, by kolejni podatnicy chcieli się tu rozliczać.
Trzecie weryfikuje, czy pytana osoba ma świadomość tego, co może a co nie może realnie zrobić kandydat, którego ma wybrać.
Czwarte i piąte są weryfikatorami tego, czy ktoś ogarnia co się wydarzy, gdy będziemy nadal zadłużać miasto i pozwala sądzić, że jeśli ogarnia, to wybierze tego kandydata, który będzie dysponował racjonalną i oszczędną wizją budżetu.

Jak ludzie będą znali odpowiedzi na te pytania, to wtedy demokracja będzie dojrzewać, a nie wtedy, gdy będzie rosła frekwencja. Bo co nam z tego, że do wyborów idą ludzie zanęceni ładnym wyglądem kandydata, który obiecuje niezasadne realizacje?


wtorek, 15 maja 2018

Nie dogadamy się, więc tolerujmy się

Wpis ten jest nieśmiałą próbą dojścia do konsensusu w sporze, którego nigdy nie zażegnamy. Do takich przemyśleń skłoniło mnie kilka ostatnich wydarzeń. Proszę ludzi lewicy i prawicy o spokojne podejście do tekstu i próbę analitycznego spojrzenia na proponowane rozwiązanie.

Najpierw trochę o samym wniosku, że "się nie dogadamy".

Pierwsza sprawa: zakaz handlu dla wielkopowierzchniowych sklepów w niedzielę i zapowiedzi kolejnych restrykcji

Druga sprawa: Alfie Evans

Trzecia sprawa: siedmiogodzinny dzień pracy

Czwarta sprawa: kościół i Karol Marks

Piąta sprawa: in vitro i aborcja

Szósta sprawa: wiara w to, że Państwo zrobi coś lepiej vs wiara w to, że nieregulowany rynek zrobi coś lepiej

Na wszystkie z powyższych kwestii, mogliśmy i możemy nadal obserwować skrajnie różne stanowiska. Przedsiębiorcy, studenci dorabiający i ludzie, którzy nie chcą by ktoś nimi rządził krzyczą, że ograniczanie handlu w niedzielę to zamach na wolność, a związki zawodowe, niektórzy pracownicy i ludzie, którym "na sercu leży dobro bliźniego" wołają jednomyślnie, że dajmy ludziom odpocząć, że zakaz jest konieczny, bo zły kapitalista wyzyskuje.

W sprawie Alfiego są ludzie, którzy chcieliby trzymać go przy życiu za wszelką cenę, są tacy, którzy stwierdzają, że należy trzymać go przy życiu jeśli jest w stanie żyć samodzielnie i ktoś prywatnie da na to środki, a są też tacy, którzy twierdzą, że nie należy trzymać go przy życiu i należy podać zastrzyk uśmiercający, żeby się nie męczył.

Partia Razem twierdzi, że ustawowa regulacja obniżająca czas pracy z 8 do 7 godzin jest dobrym rozwiązaniem i stać nas na to, że trzeba zmusić przedsiębiorców do innowacji i zrobienia tak, żeby to działało (bez obniżki pensji), natomiast libertarianie punktują, że nie wolno ludziom mówić ile mogą, a ile nie mogą pracować i, że gdyby rynek mógł nieskrępowanie rozwijać się w przeszłości, to dzisiejsze bogactwo byłoby tak duże, że samoistnie doszłoby do sytuacji, w której ludzie pracowaliby jeszcze krócej (tutaj można mnożyć przykłady z jednej i z drugiej strony).

Wielu ludziom nie przeszkadza to, że religia jest w szkołach i państwo za to płaci, a wielu ludziom bardzo to przeszkadza i jasny szlag ich trafia z tego tytułu. Podobnież w kwestii np in vitro i jego finansowania: grono ludzi jest za i jak najbardziej, a innych trafia, że musieliby na to łożyć w podatkach.
Jedna strona widzi Marksa jako zbrodniarza i kogoś, kto ma na sumieniu miliony istnień, a inna strona postrzega go raczej jako wielkiego myśliciela i "ojca nowoczesnego dobrobytu".

Rozbijamy się jako społeczeństwo o wiele tych aspektów. Dochodzi do władzy PiS, idą pieniądze na coś tam, co nie podoba się wielkiej grupie ludzi, dojdzie do władzy ktoś inny, będą szły gdzieś indziej, znowu ku braku akceptacji ze strony innej wielkiej grupy ludzi...

Ludzie różnią się w fundamentalnych kwestiach, więc kto by nie rządził, to zawsze jakaś grupa będzie stłamszona (tzn będzie się od nich wymagało, by żyli na określoną modłę, by swoją własność i owoce swojego działania przeznaczali na coś, czego nie chcą).

TOLERANCJA. TOLERANCJA. TOLERANCJA! Przypomnę (za PWNem): poszanowanie czyichś poglądów, wierzeń, upodobań, różniących się od własnych.

I tyle. Zróbmy to w jednym państwie.

Jak by to wyglądało w praktyce? Ano tak:

Kościół niech sobie funkcjonuje i niech łożą na niego pieniądze tylko i wyłącznie zainteresowani (czyli brak finansowania z podatków). Tzn lewica niech zostawi księży i to co mówią z ambony w spokoju, a wierzący niech nie domagają się religii płatnej "z podatków". Tolerujmy ludzi wierzących i nie wierzących.

Wprowadźmy wolność w edukacji, znieśmy państwowy program nauczania i niech to od rodzica zależy, czy będzie dziecko kształcił w duchu "Marks wielki był" czy w duchu "Marks był idiotą". Zresztą, czy jakiekolwiek państwo jest realnie w stanie wychować ludzi na "jedną modłę"? Rodzice w domu i tak przekażą swoje. Tolerujmy różne spojrzenia na jedną kwestię.

Czy ktoś jest w stanie uniemożliwić kobiecie aborcje, jeśli będzie sobie tego życzyła? Nie jest w stanie. Więc katolicy niech sobie nawołują, że nie wolno, że to grzech, ale nikt nie musi ich słuchać i im wierzyć, że to grzech. Natomiast druga strona niech nie domaga się, by aborcja była finansowana z pieniędzy podatnika. Tolerujmy to, że ktoś może mieć inny pogląd.

Tolerujmy ludzi z ich wyborami. Jeśli jakiś człowiek powie: nic nie chcę od państwa na przyszłość, żadnej emerytury, jestem świadom tego co mówię i nie chcę też państwowej służby zdrowia bo wierzę tylko w prywatną, proszę na mnie nie nakładać zusu i innych przymusowych funduszy, które w założeniu mają być dla mnie dobre, a jakby co, to nie będę rościł sobie ŻADNYCH pretensji i oczekiwań względem państwa. To tolerujmy to i pozwólmy mu. Pozwólmy też na działanie "chcę odkładać część swojej pensji do państwa, bo sam wydam i chcę uczestniczyć w programie, który pozwoli mi kiedyś dostać emeryturę i chcę również korzystać z państwowej służby zdrowia". I jaki problem? Tolerujmy i to, to na prawdę może funkcjonować w obrębie jednego państwa.

Tolerujmy tych, którzy chcą pracować w niedzielę i tolerujmy tych, którzy nie chcą (wiele firm zamyka się w piątek i otwiera dopiero w poniedziałek i nie zmuszajmy ich, by było inaczej.

Czy lewica, prawica, wierzący, niewierzący, ktokolwiek zgadza się z tym, że powinna być taka tolerancja? Jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to znaczy, że chce narzucać innym ludziom jak mają żyć, a skoro "nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe" to jednocześnie godzą się na to, żeby inna grupa gdy dojdzie do władzy rządziła nimi wbrew ich woli. To śliski grunt, więc proszę uważać.

Zachowajmy oczywiście przymusowo, podstawowe funkcje państwa takie jak np sądy i policja, żeby nikt nie mógł np pobić kogoś dlatego, że ma inną orientację seksualną (tzn, żeby był organ, który może nas uchronić, przed atakiem kogoś, kto nas nie toleruje, bądź nastaje na naszą wolność i własność). Poza jeszcze kilkoma służącymi do utrzymania bezpieczeństwa i ładu, reszta funkcji państwowych niech będzie dobrowolna i niech w nich uczestniczą tylko ci, co chcą.

To takie proste...

Kto się nie zgadza z tolerancją?



wtorek, 4 października 2016

Aborcja

Kwestia głośnej ostatnio ustawy aborcyjnej służy moim zdaniem zakryciu realnych działań rządu. Tak już było nie raz i nie dwa, że rząd chcąc przepchnąć istotne i niezbyt korzystne dla obywateli ustawy robi swoistą zasłonę dymną w postaci tematów zastępczych. Zainteresowanych co takiego uszykowali ustawodawcy zapraszam do poszukania: CETA, TTIP

Niezależnie od powyższego aborcja jako zjawisko istnieje i można się do niego odnieść wtrącając swoje trzy grosze. 

Robiąc zapiski moich rozważań podzieliłem je następująco:
 I Etyczne podejście do aborcji
 II Aborcja, a kwestia ustawowa
 III Aborcja, a jej finansowanie
 IV Zależność życia dziecka od życia matki jako wskazówka od natury
 V Etyczna kwestia aborcji z gwałtu w kontekście do analogii skrzypka
 VI Koniec

Na blogu nie będę (przynajmniej w tym momencie) rozwijał powyższych punktów. Chciałbym przedstawić te, które powodują największe emocje, czyli punkt II i III oraz jako ciekawostkę punkt IV.
II Aborcja, a kwestia ustawowa
Tutaj w sumie jest największy problem. Ja nie potrafię obronić prawnego zakazu aborcji bez popadania w logiczną niekonsekwencję.
Otóż: nie możemy zakazywać kobiecie samobójstwa, nie możemy jej zakazywać długich, gorących kąpieli (które mogą uszkodzić płód lub nawet zabić), nie możemy jej zakazywać palenia papierosów, nie możemy zakazywać złego odżywiania. Wszystkie te aspekty postępowania kobiety mają, lub mogą mieć wpływ na zdrowie i życie dziecka. Czyli aby uchronić dziecko przed wszystkimi tymi skutkami, powinniśmy kobietę całkiem zniewolić i od A do Z wyznaczyć jej sposób postępowania, co może, a czego nie może jeść, jak może, a jak nie może się kąpać. Takie podejście wydaje mi się niedorzeczne, nie powinniśmy kobiety zniewalać, a skoro tak, to idąc za konsekwencją tego stwierdzenia, nie możemy jej też karać za dokonanie aborcji. Wniosek nasuwa się więc taki, że aborcji ustawowo zakazywać nie należy.
Ciekawą do zauważenia jest też kwestia tego, że życie dziecka zależne jest od życia kobiety w ogóle. Czyli jeśli kobieta popełni samobójstwo, to i dziecko w jej łonie również umrze. A czy możemy kobiecie zakazać popełnić samobójstwo? Kobieta może ze swoim ciałem robić co chce, a ponieważ w jej ciele jest drugie ciało, które jest bardzo mocno sprzężone z ciałem kobiety, to żeby zabronić aborcji musielibyśmy jednocześnie zabronić kobiecie decydowania o sobie.

III Aborcja, a finansowanie
Oczywiście, że postulat feministek o tym, aby aborcja była finansowana z pieniędzy publicznych jest nieporozumieniem kompletnym. Po pierwsze, dlaczego z pieniędzy publicznych ma być refundowane coś co dotyczy prywatnie człowieka i nie służy utrzymaniu porządku w państwie. Z publicznych pieniędzy powinniśmy opłacać tylko to, co służy zachowaniu maksymalnej ilości wolności obywatelskiej i bezpieczeństwa. Państwo minimum, wolny rynek itp. Finansowanie publiczne aborcji rodzi też szereg sprzeciwów moralnych. Sprzeciw moralny bierze się z obranej etyki, z systemu wartości, który się w sobie ma. Jeśli przyjąłbym system wartości, w którym aborcja jest niemoralna, to skoro z moich podatków mają iść pieniądze na coś, na co nigdy bym sam nie wyłożył środków i czemu się sprzeciwiam, jako rzeczy niemoralnej, to nie zgadzam się z tym, żeby tak było. Jest oczywiście osobną kwestią to, czy ja bezpośrednio ponoszę moralne konsekwencje takiego systemu prawnego, do którego mnie się przymusza, a z którym się nie zgadzam, ale nie to teraz jest tematem rozważań. Nie chcę, by owoce mojej pracy, gdzieś tam na wyższym szczeblu przekładały się na czyn aborcji, więc nie zgadzam się na publiczne finansowanie - tak ogólnikowo rzecz biorąc. Dodam jeszcze, że z tych samych powodów nie zgadzam się, by z publicznych pieniędzy byli finansowani np katecheci.

Katolicy, ateiści, buddyści, lewicowcy i inne grupy mają swoje wierzenia co do tego co jest słuszne, a co jest niesłuszne. Ja również mam swoje przekonania na ten temat, ale nie chciałbym ich narzucać jako system prawny (mimo, że wydaja mi się słuszne). Wynika to zapewne z innego mojego przekonania, które mówi, że wolność jest wartością obiektywną i w obrębie maksymalizacji tej wartości ludzie najszybciej będą się rozwijać - zarówno umysłowo, technologicznie, społecznie jak i finansowo. Wolność daje perspektywę, pozwala na podjęcie decyzji i pilnuje, by proces przyczynowo-skutkowy odpowiednio tę decyzję zweryfikował. Tak się uczymy i tak nasza świadomość idzie do góry, a nie poprzez klatkę z systemu prawnego, który uniemożliwia mi podejmowanie decyzji odnoszących się i wpływających bezpośrednio na mnie

IV Zależność życia dziecka od życia matki jako wskazówka od natury
 Jak dziecko się już urodzi, to uzyskuje prawną ochronę jako człowiek i w przypadku karygodnych zaniedbań bądź czynów zbrodniczych ze strony rodziców, można tego osobnego już od nich człowieka odebrać i uchronić. Natomiast póki dziecko jest w łonie matki, to nie możemy go od matki odseparować. Może w ten sposób natura daje nam wskazówkę: działajcie według zasad wolności. Tylko na wolności i świadomości zbudujecie dobry świat. Matka więc tylko swoim wyborem może sprawić, że człowiek nie umrze, bądź umrze. Swoim postępowaniem, swoimi decyzjami. Czyli tak ważna kwestia jak narodzenie się kolejnego człowieka pozostawiona jest przez naturę dobrowolnej decyzji matki. Co myślicie o koncepcji tego, że jest to swoisty dowód na naturalność przynależącej nam wolności, którą zresztą powinniśmy możliwie maksymalnie odzwierciedlać w systemie prawnym?

 I jeszcze mały bonus:
Nie rozumiem lewicy skandującej "moje ciało - mój wybór", czy na prawdę wierzycie w te słowa i chcecie iść za ich konsekwencją? Jeśli tak to wspaniale, bo właśnie mi o coś podobnego chodzi. Brak zakazu do brania czego się tam chce np narkotyków (moje ciało-mój wybór!), brak przymusu płacenia na ZUS czy NFZ (moje ciało-mój wybór!), brak przymusu płacenia na wszystkie sprawy socjalne (owoce pracy mojego ciała-moje ciało-mój wybór!) itd. Czyli albo moje ciało - mój wybór, albo hipokryzja i używanie tego hasła gdy mi to pasuje dla poparcia moich tez.

JB

niedziela, 22 marca 2015

Weganizm?!

Chęć zebrania w jedno miejsce i dokładna odpowiedź na pytania, które słyszę bardzo często, jest przyczyną powstania tej notki.

Może na początek czym jest weganizm? Weganizm to sposób życia, wykluczający z użytku (w tym również, a może przede wszystkim z żywności) wszelakich produktów pochodzenia zwierzęcego. Czyli zwracanie uwagi, by nie kupić ubrań z dodatkiem np. naturalnej skóry. Żmudne wertowanie składów produktów w sklepie, by przypadkiem nie było tam nic w rodzaju żelatyny, mleka w proszku, mleka odtłuszczonego itd.-lista jest długa.

W Ewy i moim przypadku, przejście na weganizm odbyło się (jak w większości przypadków) po wcześniejszych kilku latach wegetarianizmu, gdzieś tam czuliśmy, że zbliża się ten moment, odstawiliśmy z diety jajka. Punktem przełomowym było obejrzenie wykładu Garyego Yourofskyego "Wykład, który może zmienić Twoje życie", który udostępniłem również na tym blogu. To był już ten etap naszego wegetarianizmu, w którym trzeba było po prostu przełączyć guzik z jednej strony na drugą i od tego momentu nie sięgać już po produkty odzwierzęce.

* Dlaczego weganizm?
- Weganizm to po prostu realne zrealizowanie ideii wegetarianizmu w dzisiejszych czasach. Jeżeli wegetarianin powstrzymuje się od jedzenia mięsa z uwagi na niechęć do cierpienia zwierząt, to w dzisiejszej rzeczywistości farm przemysłowych, mleczarni przemysłowych, gdzie skala cierpienia jest przeogromna (mówi się nawet, że w szklance mleka jest więcej cierpienia niż w kotlecie), jeśli chce realizować swoją wegetariańską ideę, to musi zrezygnować z tych właśnie produktów.

Oczywiście wiele osób ma różne powody przejścia na weganizm (np zdrowotny), powyżej napisałem jak to było u nas.

* Czy weganizm jest zdrowy?
- Jestem platonikiem i idąc za tą filozofią uważam, że to co dobre, nie może powodować złych skutków. Dlatego nie mam najmniejszych wątpliwości, że postępowanie etyczne przekłada się również na sferę fizyczną. Mówiąc inaczej: nie da rady zbudować zdrowego ciała, duszy i ducha na cierpieniu i krzywdzie innych. No i po prawie 2 latach weganizmu (w czerwcu mija 2gi rok) mogę stwierdzić bez cienia wątpliwości, że weganizm jest dużo zdrowszy od wegetarianizmu, a wegetarianizm dużo zdrowszy od jedzenia mięsa. Tak po prostu po sobie, na bazie swojego samopoczucia, energii, siły, odporności.

A teraz pytanie, które z racji światopoglądu wolnościowego (prawicowego) dość często słyszę:
* Weganizm to przecież ideologia ruchów lewicowych, prawicowcy to mięsożercy, jak to w końcu u ciebie jest?
- W naszym przypadku weganizm jest to też realne zastosowanie idei wolności. Jeśli szanujemy inne istoty, ich wolność w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu, to i również konsekwentnie przenosimy te poglądy na 'braci mniejszych'. Nie chcemy mówić innym co mają robić, czy mają się ubezpieczać czy nie, czy mają pod przymusem iść do szkoły, czy nie, czy mają sypiać z tą czy tamtą osobą, czy mogą do swojego domu, hotelu, pałacu, basenu nie wpuszczać kogo chcą - to są prywatne sprawy każdego człowieka i tylko on powinien o tym decydować i ponosić różnorakie konsekwencje swoich decyzji. Jest odpowiedzialnym człowiekiem i może korzystać ze swojej wolności bez ograniczeń (póki nie napotka na wolność innego człowieka). I tutaj pojawia się weganizm: czyli potraktowanie innej istoty, nie tylko człowieka, w sposób taki sam. Nie mam prawa zjeść Kowalskiego bo wpływam na jego wolność, więc dlaczego mam prawo zjesć krowe? Nie chcę jej jeść, nie chcę ingerować w jej wolność, nie chcę sprawiać jej cierpienia.
Lewica bardzo często chce za innych decydować co ci mają robić, jak mają myśleć, jak mają żyć, nie znosi żadnych odstępstw, nie szanuje żadnej różnorodności.
Stąd uważam, że weganizm w żaden sposób nie kłóci się z ideami bazującymi na zasadach prawicowych (wolnościowych).

* Kościół twierdzi, że mięsko jest dobre i można jeść zwierzęta.
- No cóż, Kościół tak może twierdzić, ale ja nie jestem osobą w żaden sposób związaną z Kościołem, więc nie muszę przestrzegać zasad tej instytucji. Zajmę się jednak tym zagadnieniem trochę szerzej, gdyż dla wielu osób twierdzenia Kościoła są wyznacznikiem życia.
Polecam przeczytać książkę "Wegetarianizm w Religiach Świata" Sadhusangananda dasa. W kompleksowy dość sposób ujął on tam kwestię tego, jak niemięsożerny tryb życia przejawia się w religiach. Co do samego Kościoła - w Biblii znajdziemy bardzo dużo odniesień do tego, że Bóg nie chce aby ludzie jedli mięso. Życie wielu świętych i ascetów również potwierdza ten sposób myślenia. Kilka odniesień w tej kwestii:
http://www.biblia-bog.pl/wegetarianizm/47-czy-bog-pozwala-jesc-mieso.html
http://www.all-creatures.org/cva/ChrzescijanstwoWegetarianizm.html

Różnych publikacji można znaleźć znacznie więcej.

* To co jedzą weganie? Czy ta dieta nie jest bardzo ograniczona?
- Ewa w odniesieniu do ograniczeń tej diety lubi wskazywać na pewien fakt, że na wegetarianizmie piła tylko mleko krowie, natomiast po przejściu na weganizm już nie ma tylko jednego rodzaju mleka. Pije mleko ryżowe, migdałowe, owsiane, sojowe, z orzechów laskowych i kilka jeszcze innych. 
Różnorodność w jedzeniu jest znacznie większa niż w przypadku diety wegetariańskiej czy mięsnej. Jakby ktoś miał problem ze znalezieniem odpowiednich przepisów to podaję kilka stron:
http://www.jadlonomia.com/
http://sojaturobie.blogspot.com/
http://szpinakowawrozka.blogspot.com/
http://www.vegezmiloscia.com/

* A wypieki, ciasta, ciasteczka? Przecież tam musi być mleko i jajka!
- Wszystko to da się zastąpić bez problemu. Podaję adres do bloga Ewy z wegańskimi wypiekami. Ostatnio trochę nieaktualizowany, przez wzgląd na ogrom pracy związany z Wegarnikiem - wegańską knajpką.
http://www.wegarnik.blogspot.com

To na razie tyle, temat weganizmu na pewno jeszcze powróci na bloga. Weganizm jako naturalna konsekwencja poszukiwań i rozwoju duchowego, wczytania się w dzieła najwybitniejszych Filozofów (Platon, Plotyn), to zagadnienia, które nie zostały szczegółowo rozpisane w tej notce, a które zasługują na osobne ich potraktowanie. 

JB

sobota, 7 lutego 2015

Rodzino, bój się Państwa!

Obserwując kierunek, w którym zmierza dzisiejsza polityka nie można nie odnieść wrażenia, że coraz bardziej zagraża ona rodzinie. Dzieci są ujednolicane według jednego (jedynie słusznego!) schematu wychowania, przy niemal kompletnym nie zauważeniu ich cech indywidualnych. Dziecko, które nie uczy się w tempie takim jak inne dzieci, postrzegane jest jako gorsze. Z drugiej strony dziecko nad wyraz uzdolnione w przedmiotach ścisłych, nie może rozwijać się w tym, co je cieszy i fascynuje, a musi na jedną modłę z resztą dzieciaków przerabiać ustanowiony program ministerstwa edukacji.

Dlaczego istnieje przymus szkolny od określonego wieku i dlaczego każda szkoła musi spełnić ten sam program nauczania? Przecież to robi z ludzi wykształconych analfabetów...

A ostatnio marksizm kulturowy w postaci ustawowego wprowadzenia 'gender' dla dzieci stał się rzeczywistością. Dzieci musimy chronić przed tym potworem lewicy. Lewica nie znosi tego, że ktoś może myśleć inaczej, nie są w stanie zaakceptować odmiennych od wyznawanych przez nich poglądów. Krzyczą o tolerancję i wolność, a sami są zaprzeczeniem tych idei.

Drodzy rodzice, rozwiązania jeszcze jakieś istnieją aby ochronić najmłodszych. Polecam zajrzeć choćby tutaj: http://www.edukacjadomowa.pl/index.html, lub wygooglować: domowa edukacja.

JB

niedziela, 13 lipca 2014

Odpowiedź na "Do młodego korwinisty" Jana Hartmana

Odpowiedź do tekstu pana Jana Hartmana "Do młodego korwinisty" - http://hartman.blog.polityka.pl/2014/07/13/do-mlodego-korwinisty/


Przeczytałem Pana tekst, wierzę, że pisał Pan od serca. Ekranu nie oplułem, podszedłem do sprawy "na czysto" - bez emocji i z otwartym umysłem. Odpowiadając na postawione przez Pana pytanie: lewak, jest to osoba, która uważa, że ma prawo narzucać innym swoją wizję świata, że ma prawo decydować jak mają żyć inni ludzie, jest to osoba, która chce wszystkich zrównać, by byli tacy sami, jest to osoba nie mogąca znieść panującej na świecie różnorodności..

Niniejsza odpowiedź jest moim komentarzem do Pana tekstu, nie będzie tu obraźliwych inwektyw. Nie udało się Panu mnie przekonać, więc może teraz mi uda się przekonać Pana, lub może kogokolwiek innego, zarażonego lewicowymi ideologiami? Żywię szczerą nadzieję, że podobnie jak ja mogłem podejść do tekstu bez emocji, tak i odbiorcy niniejszego tekstu, również będą mogli się na to zdobyć.

Owszem, zastanawiałem się czy JKM słusznie uderzył Michała Boniego. Zastanawiałem się, bo nie wiedziałem, dlaczego to zrobił. Otóż jak sam JKM później napisał, była to odpowiedź na zniewagi rzucane publicznie na niego przez pana Boniego.

Nie znam życiorysu pana Boniego, więc nie wypowiem się, czy jest to postać tak szlachetna jak Pan to opisuje, czy też nie - jego obecne czyny zdają się jednak temu zaprzeczać, ale nie to jest najważniejsze. Czy zdaje Pan sobie sprawę ze złożoności ludzkiej natury?

W swojej wypowiedzi próbuje Pan argumentować na wzór: skoro Boni był szlachetny za PRLu, to niesłusznie dostał. Otóż taka argumentacja zdaje się być powielaniem metody znanej nam z telewizji, gdzie wszystkich próbuje się szufladkować ze względu na jakieś jedno wydarzenie. Dziwię się, że dał się Pan - jako osoba, która odebrała wykształcenie filozoficzne - złapać na coś takiego. Otóż: to, że ktoś jest mordercą nie oznacza jeszcze, że nie mógł dokonać wielkiego odkrycia czy wynalazku. To, że ktoś wykazał się szlachetnością i wielkością w jednej sprawie, nie oznacza, że nie mógł postąpić jak łajdak w innej. Więc patrzmy na pewien dany konkret: zniewagę, oraz odpowiedź na nią w postaci policzka. Fakt, JKM odpowiedział w sposób staroświecki, ale z pewnością nie można powiedzieć, że "pobił" pana Boniego. Wyrównał rachunki w sposób dzisiaj może niespotykany na salonach, ale jednak obecny w naszej kulturze i uznany.

Gdyby na przyjęciu mój dziadek spotkał osobę, która go znieważyła przed laty, to całkowicie naturalnie postrzegałbym sytuację spoliczkowania jej przez dziadka. Spoliczkowania, a nie jak Pan napisał "uderzenia". To co innego. Wymierzenie policzka czy to zdjętą rękawiczką, czy otwartą dłonią, jest symbolem, i jest czymś zgoła odmiennym od uderzenia. Po co pisze Pan o tłuczeniu się przed kamerami? By rzetelnie i uczciwie oddać sprawę, czy aby zrobić lepszy efekt swojej wypowiedzi? JKM wyraźnie napisał, że nie zrobił tego publicznie, tylko w miejscu odosobnionym.

Tak, zostawmy już ten temat i pomówmy o polityce.

Wiem, było fajnie w tym XIX wieku w Europie. Rzeczywiście ktoś żyjący na skraju kompletnej nędzy na wsi mógł przenieść się do miasta i ciężką pracą trochę polepszyć swój byt.

To prawda, że wielu mogło umierać przez swoją głupotę czy inne cechy. Migracje ze wsi do miast, gdzie była perspektywa lepszego życia nie mogła przynieść sukcesu wszystkim.

Ma Pan rację, gdyby nie lewacy, to byłaby sprawiedliwość, gdyby nie te pieprzone strajki i rewolucje. Przez ich działalność w tamtym kluczowym momencie młodego kapitalizmu, dzisiaj musimy nadal harować po 8h dziennie, bo tak wtedy ustalili a ogrom wytwarzanych dóbr jest dzisiaj marnowany.

Bardzo chciałbym do Pana dotrzeć, ze szczerym sercem. Proszę sobie uświadomić jak ogromny dobrobyt mamy dzisiaj, jak potężne bogactwo dzięki przemysłowi, technologii, wynalazkom, kapitalizmowi. Mamy tak potężny dobrobyt, że możemy marnować 90% naszej pracy (bo ile wynosiłyby podatki, gdyby uwzględnić wszystkie pity, city, daniny, zusy, akcyzy?). Gdyby wtedy lewacy nie chcieli koniecznie tego regulować, nie doprowadzając ostatecznie do ogromnego marnotrawstwa dzisiaj, to przeciętny człowiek nie pracowałby 8h dziennie, tylko 8h w tygodniu (i to co drugi tydzień!). Proszę zrozumieć: początki kapitalizmu, początki każdego biznesu, zawsze będą ciężkie.

Chce Pan, żebym odpowiedział sobie jaka byłaby moja sytuacja życiowa? Owszem, płaciłbym za wszystko sam, albo w jakichś pakietach udostępnianych mi przez prywatne firmy, które sam bym wybierał. Wszyscy byliby bogatsi, bo pieniądze nie byłyby marnowane na rzeczy, na które dzisiaj są marnowane. Owszem, należałoby zlikwidować nierentowne fabryki, ich pracownicy przenieśliby się do innych, nowszych gałęzi przemysłu. W proponowanym przez Pana modelu interwencjonizmu - gdyby był on obecny za czasów dorożek - do dziś jeździlibyśmy dorożkami! Bo przecież nie można zlikwidować tak dużego rynku pracy! Na szczęście przedsiębiorstwa dorożkarzy były prywatne, a nie państwowe, toteż szybko przerzucili się na samochody, nie tkwiąc w zacofaniu.


Tak, bogaci są zadowoleni w każdym ustroju. Ale jak być biednym, to chyba lepiej w bogatym państwie niż biednym? Dzisiaj poziom życia przeciętnego zjadacza chleba jest wyższy, niż kiedyś króla. Mamy dostęp do większych wygód, których kiedyś po prostu nie było. Przeciętny człowiek ma dostęp do nauki, książek i możliwości rozwoju samego siebie znacznie większy, niż 300 lat temu papież. I to nie przez lewicę, która mówiąc o równości marnuje ludzki wysiłek, a przez pracę i przedsiębiorczość. Jak społeczeństwo się bogaci, to bogacą się wszyscy (nawet żebracy).


Jeśli ktoś byłby gejem, to byłby gejem. Co do tego innym? W którym punkcie programu Kongresu Nowej Prawicy widział Pan możliwość eksterminacji jakiejkolwiek grupy, albo wyjęcia jej spod prawa tak, by można było krzywdzić? Jedyna równość, którą postulujemy, to równość właśnie wobec prawa. Jak ktoś jest gejem, to niech sobie będzie. Ktoś go pobije, będzie mógł iść na policję i do sądu i zostanie potraktowany jak pobity człowiek, a Pan chciałby, by był traktowany jak pobity gej.


Wolność to więcej niż swoboda zawierania umów. To jeszcze odpowiedzialność. Zawrzeć umowę do jedno, a dotrzymać jej, to drugie. Zgadzam się, że ktoś wolności musi bronić - od tego jest właśnie Państwo. I tylko od tego. Aby zapewnić wszystkim obywatelom równość wobec prawa. Tak, by jedna wolność nie wpłynęła na drugą wbrew woli tej drugiej.

Nie nazwę lewactwem dobrowolnej pomocy drugiemu człowiekowi. Lewactwem nazwę działanie, które odbiera mi moją wolność i własność po to, by pomóc komuś innemu. Proszę zrozumieć: my nie twierdzimy, że pomaganie jest złe. To zależy od sytuacji, czasem nie należy pomagać, a czasem powinno się. My twierdzimy, że nikt nie ma prawa narzucać nam, ani komukolwiek innemu, byśmy robili to czy tamto. Byśmy pod pretekstem ideologii lewicowych MUSIELI oddawać produkty swojej pracy na rzecz czegokolwiek, co tam sobie nie wymyślą lewacy.

Nie przeszkadza mi to, że jest Pan pejsatym lewakiem. Nie zauważyłem też, by przeszkadzało to wspomnianemu przez Pana Stanisławowi Michalkiewiczowi. Wszak gdyby przeszkadzało, to chyba nie czytałby i uznawał takich pejsatych myślicieli jak Ludwig von Mises, Murray Rothbard, Ayn Rand i wielu innych.Pan Stanisław Michalkiewicz to tytan intelektu i proszę spróbować bez uprzedzeń, z otwartym sercem i umysłem posłuchać, co ma do powiedzenia, a może podzieli Pan moje zdanie.

I tak jeszcze słowem kończącym: w swoim tekście próbuje Pan kpić, nazywając JKM'a moim przywódcą, tymczasem musi Pan zdać sobie sprawę, że to właśnie dzięki Januszowi Korwin-Mikkemu zebrało się tak wiele osób, które zrozumiały o co chodzi w kapitalizmie i w poszanowaniu wartości jaką jest Wolność. Nie jest to przywódca, ale wybitny znawca myśli na tematy gospodarczo-polityczne, który od kilkudziesięciu lat edukuje i który nie przeciwstawił się swoim poglądom. I dopóki tak jest, dopóty warto za nim iść.

Wszystkiego dobrego!

czwartek, 14 listopada 2013

Ludzie są różni, niech prawo będzie minimalne

Żyjemy w kraju, w którym żyją ludzie o różnych poglądach. Jedni są socjalistami, inni komunistami, inni katolikami, inni homoseksualistami, inni kapitalistami, wolnościowcami etc. Jest to normalne i każdy ma prawo być kim tylko chce, dopóki nie narusza tym wolności innych. Jakie więc ustanowić prawo, by wszyscy byli zadowoleni? Prawo minimalne, wolny rynek.

Jeśli wprowadzimy prawo socjalistyczne, to kapitaliści będą pokrzywdzeni, gdyż nie będą mogli żyć tak jak chcą. I w zasadzie w każdym innym przypadku tak samo, jedynie wprowadzenie wolnego rynku z prawem minimalnym zapobiegnie tej sytuacji.

Jeśli będzie wolny rynek, państwo minimalne, to w obrębie tego systemu bez problemu odnajdą się np socjaliści. Mogą przecież założyć swoją własną wspólnotę, zebrać tych, którzy chcą żyć w taki sam sposób i razem to dzieło zrealizować. W systemie wolno rynkowym nikt nikomu nic nie narzuca.

Chodzi przecież o Wolność... Jeśli jesteś komunistą to zaakceptuj to, że ktoś inny może nie godzić się, na tego typu ustrój. Nie można wpływać na wolność drugiego człowieka. W państwie kapitalistycznym każdy może żyć jak chce - komuniści mogą się zebrać w grupę i stworzyć swoją własną enklawę - ale tylko dla tych, którzy chcą w takiej enklawie żyć. Pod przymusem nie wolno!

niedziela, 8 września 2013

Rozwiązania wolnościowe na świecie

Podczas rozmów odnoszących się do prawa, ustroju, polityki, zdarza się, że zostaje mi zadane pytanie w rodzaju: "A czy gdzieś na świecie jest tak jak mówisz?". Rozwiązania wolnościowe, które w owych rozmowach przedstawiam, kiedyś tak popularne, później bardzo niepopularne, znowu zaczynają pojawiać się na świecie.

Budżet Polski znowu został zadłużony, rozważa się kolejne sięgnięcia do kieszeni podatnika. Co ciekawe, rząd polski ma doświadczenie, że obniżka podatków (jak na ironię przeprowadzona przez SLD) spowodowała wzrost pieniędzy w budżecie. Więc rząd powinien rozumieć, że im mniej pieniędzy ma obywatel, tym mniej pieniędzy jest w budżecie, gospodarka słabnie, zwalnia się ludzi, etc. Dlaczego więc ów rząd nie stosuje oczywistych rozwiązań, tylko brnie ku upadkowi? Może taki jest cel?

Wracając do rozwiązań wolnościowych. Jeśli ktoś szuka kraju, który z pewnością nie ma na celu swojego upadku - a wydaje mi się, że już teraz warto się za takim rozejrzeć i być może ciepło się w nim osadzić - to polecam rozważyć Chiny. Otóż Chiny zanotowały spowolnienie wzrostu gospodarczego z 7,7% PKB do 7,5% PKB w II kwartale 2013 roku. I co postanowił zrobić rząd chiński, by sytuację poprawić? To, co zrobiłby każdy kraj, który chce być silny i poprawiać byt swoich obywateli: zaprzestał poboru podatków, obrotowego i VAT od małych przedsiębiorstw - a jest ich w Chinach ponad 6mln. Dzięki temu zwiększą się dochody tych przedsiębiorstw, co związane będzie z inwestycjami, zatrudnieniami i gospodarka ruszy do przodu.

Szkoda tylko, że w polskich mediach, Chiny przedstawiane są jako kraj ucisku. W czasach socjalizmu, również była propaganda oczerniająca "zgniły Zachód".

JB

środa, 21 sierpnia 2013

Dlaczego nie warto czytać gazety wyborczej?

Przeklejam post z facebookowej strony "żelazna logika".

 Słowo klucz - NARRACJA.
Sytuacje identyczne ale jedna "pospieszna i przesadzona", a druga "bulwersująca".
Jedna wynika z "przewrażliwienia", a druga to "brak wrażliwości"
Jedna "czy aby na pewno obraża", a druga "tak, z całą pewnością znieważa!"
Pierwsza sesja na cmentarzu "czy aby na pewno nieetyczna", druga sesja to "skandaliczne wykorzystywanie pleneru cmentarnego".
Jedne zdjęcia są "dosyć niewinne i nie naruszają powagi cmentarza", a druga to "bezmyślność i brak przyzwoitości".
No i na koniec, na czerwono - piękne pytanie retoryczne

źródełka:
http://www.wykop.pl/ramka/1621175/dwa-kontrowersyjne-zdjecia-na-cmentarzach-i-dwie-rozne-reakcje/
http://wyborcza.pl/1,75968,12546127,Zakonnice_i_Orleta__Gdzie_tu_obraza__Gdzie_perwersja_.html?pelna=tak
http://wyborcza.pl/1,75248,14462191,Bulwersujaca_sesja__polnaga_modelka_na_zydowskim_cmentarzu_.html#ixzz2cV3JxBUq

JB

wtorek, 16 lipca 2013

"Afera! Teraz to już naprawdę nie wierzymy, że Rząd jest w stanie zrobić coś takiego!"

Wklejam poniżej tekst z facebookowego profilu Kongresu Nowej Prawicy:
Afera! Teraz to już naprawdę nie wierzymy, że Rząd jest w stanie zrobić coś takiego!

A zaczęło się tak. Rząd, tworząc plan budżetowy na rok 2013, wpisał w niego liczne wydatki na hojne polityki i zobowiązania Państwa. Oczywiście wydatki nie mogły zostać w pełni pokryte pieniędzmi które rząd nam zabiera. Po prostu posłowie i rząd obiecali ludziom zbyt wiele. Min. Rostowski, zapisał zatem, że Państwo wyda o 35,5 mld zł więcej niż otrzyma. Oczywiście na kwotę tę wzięte zostaną kredyty. Tłumaczyć się będą następni. Minęła połowa roku. Kredyty na 35,5 mld zł nie wystarczyły. Minister powiedział, że poza tymi zaplanowanymi 35,5 mld, potrzebne jest kolejne 16 mld zł (słownie: szesnaście miliardów złotych!).

UWAGA! Zaciągnięcie takiego kredytu, a w konsekwencji zwiększenie długu publicznego poza ustawowy próg jest jednak nielegalne w świetle obowiązującego prawa. Rząd planuje zatem „zawiesić” ten przepis na rok. Teraz już wszystko będzie legalne. Minister Rostowski powiedział dziś na konferencji prasowej, że operacja ta... pobudzi gospodarkę.

I teraz zadanie dla Was. Poszukajcie tej informacji w serwisach informacyjnych. (W czołówkach nie znajdziecie.) Czujecie już nagłówki? „Rostowski: <>”!

A gdzie jest teraz opozycja?
Poza sejmem. Kongres Nowej Prawicy.

Protest pod Kancelarią Premiera w sprawie innych skandalicznych pomysłów rządu dot. OFE zaplanowaliśmy na pojutrze (czwartek, 18.07) o godz. 13:00. Mamy dziś kolejny powód, aby wspólnie zaprotestować!

[PP]


JB